MEMENTO MORI

zaczęło się jak pisałem poprzednio. kawka, kanapeczki, zebranie ekipy do kupy i kurs mym krążownikiem ku upatrzonej wcześniej „destynacji”. tydzień temu ińsko, teraz barlinek. po dotarciu na miejsce małe zwiedzanko i dzida do lasu. czyli standardowo. aż za spokojnie jak na LeExpedition przystało. standardowo natrzaskanych trochę kilometrów w interiorze w wersji chaszcz ukoronowanych wieczornym ogniskiem w jakiejś zacnej miejscówce. z tym że żaden myśliwy nie chciał nas zastrzelić, nikt nie wylądował w szpitalu jak to bywało wcześniej. i nie było żadnych alkoholowych ekscesów, w ogóle prawie używek nie było. na początku tłumaczyłem sobie że starzejemy się ale wyszło że była to tylko cisza przed burzą. było PRAWIE zwyczajnie…

małym odchyleniem niestandardowym było odkrycie tydzień temu plantacji marychy. początkową euforię, towarzyszącą zapewne spełnionym poszukiwaczom skarbów pradawnych, ostudził fakt że towar nie spełniał norm towarzysko-rozrywkowych a raczej był produkcją typowo przemysłową. jednak dreszczyk emocji prawdziwych eksplorerów nam się trochę udzielił 🙂

powyższe odkrycie było jednak nic nie znaczącym żartem w porównaniu z odkryciem z tego weekendu. nie znam w każdym razie zbyt wielu osób mogących poszczycić się osiągnięciem znalezienia podczas leśnej wędrówki…trupa. dla uściślenia trupa homo sapiens. do tego mocno nadszarpniętego przez leśne zwierzaczki i procesy gnilne. w konsekwencji tej wątpliwej przyjemności zapoznaliśmy miejscowych przedstawicieli pionu kryminalnego i procedury „porządkowe”. staraliśmy się w każdym razie aby zeznania były w miarę spójne.

tego wieczoru las był jakby mroczniejszy a rozmowy przy ognisku na temat przemijania i żywota naszego miały inny wymiar niż zwyczaj…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *