no i po zawodach. finał ligi mistrzów wygrała jak to było do przewidzenia barca. tyle, że zamiast obejrzeć to na żywo, przymykając wtedy gdzieś niedaleko, wciągałem relację smsową. najważniejszy mecz sezonu został poświęcony na rzecz wyjazdu sezonu. wybór teoretycznie z tych ciężkich, ale tylko na pierwszy rzut oka. bo do krainy dolomitów wybierałem się długo i jak już się wybrałem to mnie tak oczarowało, że stwierdziłem: „olać finał LM”. tak, tak wiem. też nie mogę tego sobie racjonalnie wytłumaczyć. po prostu człek jak zauroczony to głupieje. bo to miłość od pierwszego wejrzenia. pierwsza randka trwała tydzień. 6 dni pomykania po ferratach było pełne achów i echów, wzlotów i szczytowań. mocno i intensywnie. wszystko w romantycznej scenerii kwitnących na wszystkie kolory kwiatów wszelakich. aż po 6 dniach tchu zaczęło braknąć. na chwile obecną zrobiliśmy sobie przerwę, ale ten romans będzie kontynuowany! bo spenetrowaliśmy pasma Puez, Odle i część Marmolady. w obliczu całych dolomitów to tak jakby mimo chuci przeogromnej, złapać za kolano i zakończyć znajomość. a tyle przecież jeszcze przede mną 😛
pobudka…
…kawusia…
…i stanęliśmy przed wrotami dolomitów!
więc trzeba iść…
…w jedynym słusznym kierunku.
do bloków startowych. fotokomórka ustawiona…
START!
podstawowa zasada: nie patrz w dół 🙂
ino w górę (fotka z serii tych od dupy strony)
no halo. gdzie to idzie? w bok?
już tuż tuż…
i można się już prężyć do obiektywu…
…pozować przy fototapecie…
…i kontemplować na czym świat stoi
po czym przychodzi taki moment, że trzeba zjeżdżać…
…na zasłużony odpoczynek.
P.S.
w ramach autopromocji i chwalipięctwa oraz z racji poprawy walorów estetycznych owego przybytku dorzucam top3 szczytowań zaliczonych na pierwszej randce:
Sas Rigais 3025 mnpm
Piz Duleda 2909 mnpm
Colac 2715 mnpm
oraz cel do którego się nie udało dobrać. na razie 🙂 Punta Penia 3343 mnpm



















