BARCELONA

dziś kolejny post z gatunku lekko przeterminowanych zaległości.

w głowie słyszę kawałek „Barcelona” z filmu „Vicky, Cristina, Barcelona” gdy przypomnę sobie tę wyprawę. był to hymn tego wyjazdu. męskiego wypadu w charakterze sity brejk o lekkim zabarwieniu religijnym. bo to pielgrzymka była. pielgrzymka do świątyni futbolu…

Druh w prezencie ten wyjazd od żony dostał. Ode mnie prezentem było to, że z nim pojechałem. A ja prezent od żony dostałem, że pozwoliła 🙂

i tak oto w gronie ponad 84 tysięcy wyznawców oglądaliśmy spektakl piłkarskich herosów Barcy kontra tych z Athleticu Z Bilbao. Z reporterskiego obowiązku nadmienię, że ci pierwsi stłukli tych drugich 4:0. Wśród zwycięzców ten dla którego przyjechałem. By ujrzeć w grze, pierwszy raz na żywo. Pan Robert. Pan piłkarz.

na dowód zdjęcie mej gęby w towarzystwie Pana Roberta. on mniej wyraźny na środku boiska 🙂