BOŻE CIAŁO nie mylić z Bożym Narodzeniem

Wychodzi, że wszedłem i że podsumowanie wyjdzie. Tak przynajmniej wychodzi na pierwszy rzut oka. A nie tak miało być. Miałem wejść i wyjść. No ale nich będzie.

2025. Rok jak każdy inny by rzec, ale nie tym razem. Prawie pół pościłem od obowiązków służbowych. Drugie pół na szerokie wody pod nowa banderą, ze strefy komfortu wypłynąłem. Zagrałem w szachy z losem, wygrywając los na loterii. Planując, licytując i blefując. Czerpałem nauki z błędów swoich i innych. Mądrości chłonąc i głupim pozostając. Wiedząc, że już wiem, ale i że nic nie wiem. Ciesząc się z tego co mam, gdzie i z kim przebywam…

Reasumując…to był bardzo dobry rok!

Tyle podsumowań. To znaczy nie do końca. Bo jest jedna kwestia mocno zalatująca jak sfermentowany śledź w majonezie z sałatki z zeszłych świąt. Takie reporterskie odleżyny wymagające powiedzenia sobie wprost. Nie można wejść w nowy rok nie popełniwszy relacji z bożego ciała. To nie po bożemu. A kiedy jak nie na boże narodzenie to nadrobić?

Pół roku minęło, natomiast przeglądając fotosy i selekcjonują je tutaj do podania, przypomniałem sobie jak zacna to była wyprawa. W sensie ideologicznym wszystko się zgadzało. Ruszyliśmy na obce terytoria by krzewić nauki o swobodzie wędrówki i równym prawie do przygody. Że trafiło na Czechy i rzecz się działa w boże ciało to czuliśmy się wręcz jak boży wojownicy z czasów krucjat husyckich. Poza tym pogoda dopisała wyśmienicie, towarzystwo wręcz idealnie, no i te widoki. Spenetrowane Jesioniki uraczyły nas tym co mają najpiękniejszego do zaprezentowania.

Enjoy…

I tym akcentem zamykamy sezon 2025 przechodząc mam nadzieję płynnie w sezon 2026.

Do siego roku!